Autor Wątek: Religie rozwojowców - szkodliwe przekonania  (Przeczytany 2885 razy)

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 579
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2017-09-11, 05:07:58 »
Jeśli jest jakaś "religia" rozwojowców, to znaczy, że zbłądzili i zeszli z drogi rozwoju na drogę urojeń i dogmatów. 

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-09-10, 11:28:43 »
;)

Frisky

  • Wiadomości: 5 789
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-09-10, 08:11:26 »
hehe, ja się tylko nieśmiało pytam ; ) 

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-09-09, 21:37:25 »
Hahahahahaha, Frisky, nie posądzałam Cię o tak kosmate myśli ;P
Hmm... tak się zastanawiam... może obawiałam się o swoje uszy? ;))

Frisky

  • Wiadomości: 5 789
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-09-09, 21:15:31 »
Facilite
; D

w tym świetle dogłębnych analiz patrząc na moje skojarzenie z wielką łychą chlebową, to przypomniało mi się jak w dzieciństwie wciskali mi  na siłę jadło do mojej gęby... jaka ta łyżka musiała być wielka w moich oczach! i jak jeszcze urosła do tego czasu : )

no i teraz nie śmiem pytać co dokładnie miałaś na myśli pisząc
Cytuj
Zastanawiałam się, czy może nie chcesz sprowokować mnie do rozmowy po to, żeby nawciskać mi czegoś swojego :P
; )

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-09-09, 19:18:28 »
no na różnych etapach rozwoju się ludzie zatrzymują

Słuszna uwaga :)

(...) analna , ta ostatnia chyba charakterystyczna dla (...) tych (...)  co potrafią nawet powstrzymywać swoim działaniem karmę ; )

Hahaha, Frisky, jesteś prawdziwym mistrzem wyciągania (jak królików z kapelusza) takich smaczków jak ten ;)
Nie śmiem nawet pytać, czy to sprawdzona informacja ;P

choc może są i tacy którzy wciskali też coś sobie i innym  do uszu, albo do nosa i tak im zostało : ))

To dopiero zboki! ;D

Frisky

  • Wiadomości: 5 789
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-09-09, 18:55:36 »
Cytuj
Dobro i zło wg mnie istnieje na pewnym etapie rozwoju
- jeśli osiągniecie celu definiujemy jako jedność=brak oddzielenia=bycie w Bogu , to każda droga do tego wciąż wybrukowana jest różnymi podziałami/poziomami oddzielenia, które sobie przekraczamy/pogłębiamy swoimi wyborami  mniej lub bardziej trwale, więc dobro i zło istnieje na wszystkich tych pośrednich etapach rozwoju - nie istnieje na poziomie jedności -  może tylko inaczej jest definiowane i postrzegane na tych różnych poziomach, ale generalnie z punktu widzenia dążenia do jedności złe jest to co pogłębia oddzielenie

- to co się widzi czy zakłada a to na jakiej podstawie się wybiera to często dwie różne sprawy, można widzieć cel patrząc z dołu /z niższego poziomu/z zewnątrz i to nawet z etapu bliskiego trwałego zjednoczenia, ale to że tam wyżej/głębiej nie ma dobra i zła nie oznacza, że nas ono nie dotyczy - dotyczy zawsze gdy działamy na jakimś pośrednim etapie na którym mamy wybór

- na każdym etapie możesz zdecydować czy idziesz w kierunku jedności czy wybierasz  podział (w sumie każdego dnia w każdej chwili podejmujemy/świadomie i nieświadomie podtrzymujemy takie czy inne wybory pod wpływem różnych czynników) nawet zbliżając się bardzo blisko do stanu jedności (czy wchodząc w to na pewien czas) możesz zdecydować że chcesz na tym pośrednim  poziomie pozostać - utrzymanie się na tym poziomie wymaga precyzyjnego odróżniania inaczej czeka cię upadek albo wchłonięcie przez jednię - z punktu widzenia tego celu zarówno jedno jak i drugie będzie złe : )

- matka wszystkich cech czyli rozróżnianie/roztropność przydaje się więc na każdym etapie, na każdym etapie na którym masz wybór  , są przykłady ludzi którzy na ostatnich etapach podejmowali pewne decyzje i szli za pewnymi pragnieniami/impulsami, które istotnie wydłużały ich drogę, są tacy którzy schodzą tutaj  z poziomu jedności i też stosują precyzyjne rozróżnianie między tym co dobre/złe, właściwe niewłaściwe, korzystne /niekorzystne, gdy chcą szybko  wrócić z tego świata dualności do świata jedności,

wyobrażanie sobie że na pewnym etapie nas to nie dotyczy ( ponieważ widzimy "to" i nawet doświadczamy stanów samadhi w medytacji) może mieć przykre konsekwencje, więc generalnie:
dopóki jest cień oddzielenia i związany z tym cel/cele to powstaje wiele możliwych dróg- by podążać tą wybraną drogą do wybranego celu rozróżnia się między tym co dobre i tym co złe, niezależnie jak to sobie definiujemy i niezależnie  na jakim etapie jesteśmy - im wyższy poziom tym miecz rozróżniania powinien być ostrzejszy ; )

« Ostatnia zmiana: 2017-09-09, 18:57:41 wysłana przez Frisky »

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 097
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2017-09-09, 18:04:10 »
Dobro i zło wg mnie istnieje na pewnym etapie rozwoju. Tzn. gdy jesteśmy w fazie poczucia oddzielenia od Boga rządzi nami wirus, którym jest lęk. Lęk wpędza nas w złudzenie oddzielenia od Boga, chociaz nigdy się tak naprawdę nie oddzieliliśmy, bo jest to niemożliwe. Lęk napędza myśli o złu, a więc tym samym tworzy zło.

Czytałem sobie dzisiaj opracowanie Spinozy, i bardzo ładnie było w nim wyłożone właśnie to.
"Rzeczy skończone określone są przez ich granice fizyczne albo logiczne, to znaczy przez to czym nie sa: wszelkie określenie to zaprzeczenie. Może istnieć tylko jeden byt pozytywny; musi on być absolutnie nieskończony. W ten sposób Spinoza doszedł do zupełnego i nieskażonego panteizmu. (...)
Wszystko co się dzieje jest przejawem niezgłębionej natury Boga i jest logicznie niemożliwe, aby zdarzenia były inne, niż są.
'Czy było dobre, że Neron miał zabić matkę? Czy to było dobre, że Adam zjadł jabłko?' Spinoza opowiada że to, co w tych czynach było pozytywne, było dobre, złe zaś było tylko to, co było negatywne, lecz negacja istnjeje wyłącznie z punktu widzenia istot skończonych. W Bogu, który jedynie jest w pełni rzeczywisty, nie ma żadnej negacji, a tym samym zło w tym, co nazywamy grzechami, nie istnieje, kiedy widzi się je jako części tej całości. (...)
Kiedy osiągniemy na tyle, na ile możemy, widzenie świata analogiczne do tego, jak widzi go Bóg,  ujmujemy wszystko jako część całości i jako konieczne dla dobra całości. A zatem 'wiedza o złu jest wiedzą nieadekwatną': Bóg nie zna żadnego zła, pownieważ nie istnieje zło do poznania; zjawisko zła powstaje jedynie wskutek ujmowania części wszechświata tak, jak gdyby były samoistne."
(B. Russell)

Frisky

  • Wiadomości: 5 789
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-09-09, 17:44:56 »
; D
no na różnych etapach rozwoju się ludzie zatrzymują, z dostępnych otworów ciała najczęściej  będzie to naturalna dla wciskania  faza oralna, genitalna (dla urozmaicenia  ruch dwustronny) albo taka jakby przeciwna naturalnemu kierunkowi wciskania -  analna , ta ostatnia chyba charakterystyczna dla buntowników, tych  co lubią iść pod prąd i potrafią nawet powstrzymywać swoim działaniem karmę ; )

choc może są i tacy którzy wciskali też coś sobie i innym  do uszu, albo do nosa i tak im zostało : ))

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-09-09, 17:07:40 »
Frisky,
jak już mówimy o skojarzeniach, to powiem Ci w tajemnicy ;), że mnie osobiście wciskanie kojarzy się z czymś zupełnie innym ;P
No ale mnie się dużo rzeczy z tym kojarzy :))

Frisky

  • Wiadomości: 5 789
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-09-09, 15:52:50 »
Facilite
Cytuj
Zastanawiałam się, czy może nie chcesz sprowokować mnie do rozmowy po to, żeby nawciskać mi czegoś swojego :P
Ale zdecydowałam, że nie będę przypisywać Ci złych intencji a priori
: )

no masz ci babo placek ; )
1. nie prowokowałem Cię do rozmowy tylko włączyłem się do już toczącej się  dyskusji na otwartym kanale, więc dla mnie oczywistym jest że każdy może się włączyć do niej i nie był to niespodziewany "atak zaczepny" hehe

2. oczywiście że oprócz poznania Twojego podejścia nie omieszkałem wczuć się w to na chwilę i przedstawić jak ja to widzę, a czy jest to forma dzielenia się czy wciskania to już kwestia osobistej wyobraźni, wciskanie kojarzy mi się z taką dużą łyżką do pieca  chlebowego  http://piecchlebowy.pl/sites/default/files/inline-images/wypiek3.jpg
a dzielenie się  czymś takim :
http://wf1.xcdn.pl/files/10/10/03/094993_CHLEB080807HP52_54.jpg
więc gdy ktoś swobodnie może odrzucić to co piszę i nie mogę go zmusić  do przyjęcia tego ; )  to jest to dla mnie forma dzielenia się,  ale jakbym użył tej łyżki do włożenia swojego placka do cudzego żołądka i pilnował przy tym żeby nie wyszło byłoby to wciskanie hehe

3. miło mi że masz do mnie pozytywny stosunek

4. nie ma aż tak wielkich różnic, jest inne użycie tych samych elementów : )


Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-09-08, 14:14:09 »
Facilite
jak dla mnie spoko : )

Frisky :)


a czemu nie?
(...) ot czysta ciekawość ; )

Zastanawiałam się, czy może nie chcesz sprowokować mnie do rozmowy po to, żeby nawciskać mi czegoś swojego :P
Ale zdecydowałam, że nie będę przypisywać Ci złych intencji a priori, więc założyłam, że jednak nie po to pytałeś (tylko właśnie z ciekawości :)
No i fajnie, że się nie pomyliłam :)

Co do tych "pojęć" - zacytowałam słowa kogoś innego (które doskonale mi tu pasowały), dlatego pojawiło się to właśnie określenie.
A dokładnie chodziło mi o to, że często ciężko mi zrozumieć to, co piszesz (nie że wszystkiego nie rozumiem, ale mam z tym trudności). Ty też miałeś problemy ze zrozumieniem mnie, dlatego sądzę, że po prostu nie jesteśmy kompatybilni ze sobą na tej płaszczyźnie.
A z kłótnią (które to słowo pojawiło się w cytacie) też jest coś na rzeczy, bo choć zupełnie różnisz się ode mnie w zakresie wyznawanych poglądów duchowych (a znam je nie od dziś przecież ;), to przyjmowałam to zawsze ze stoickim spokojem i nigdy nie chciało mi się z Tobą polemizować (ani też najzwyczajniej w świecie rozmawiać) w tych kwestiach.

Natomiast, pomimo tego, zawsze miałam do Ciebie pozytywny stosunek i dużą sympatię i nawet wspólnie podzielamy niektóre zainteresowania (np. miłość do kamieni :)

Frisky

  • Wiadomości: 5 789
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-09-08, 07:45:36 »
Facilite
jak dla mnie spoko : )

Cytuj
Nawet mnie to zastanowiło, dlaczego akurat Ty chcesz znać moje poglądy? No ale nie oceniałam ;) i opisałam, bo chciałam :P
a czemu nie? to nic osobistego haha, zainteresowało mnie to z tego powodu o którym napisałem - radziłaś komuś by przyzwalać sobie na nieskrępowane przymusami wybory oparte na "prawdziwych" i nienarzuconych przez nikogo pragnieniach własnych (ważność tego podkreślasz nawet w tym co zacytowałem hehe, czyli ma to związek z poczuciem wolności)  i po chwili napisałaś o obowiązku wychowywania dzieci, więc zaciekawiło mnie jak bliżej wygląda ta Twoja religia - na jakich zasadach dajesz sobie przyzwolenia do odpuszczenia sobie tego co uważasz za ograniczające i związane z przymusami pochodzącymi z zewnątrz, a na jakich akceptujesz przymus (jako ten czy inny obowiązek ), ot czysta ciekawość ; )

Cytuj
Wydaje mi się, że jesteśmy tak różni, że nawet nie mamy wspólnych pojęć, żeby się pokłócić (jak to ktoś fajnie ujął :).
ok, dla mnie nie jest to odmienny świat w zakresie pojęć uniemożliwiający wzajemne zrozumienie, nawet kierowanie się odczuciami ma ścisły związek z rozróżnianiem ich źródła oraz celu (albo rezygnacją z tego pod wpływem pewnych czynników)  a to że różni ludzie mają własne systemy przyzwoleń i reguł to też nie dziwi:

więc u kogoś takiego jak Ty mówienie o tym by sobie pozwolić na kierowanie się  tym co prowadzi do przyjemności jest to związane z obowiązkiem wychowywania dzieci, a u innych już nie, bo traktują to jako przymus społeczny, u innych będzie się to łączyć z obowiązkiem płodzenia dzieci etc. - kolejny przykład jak ludzie różnie interpretują te same idee ; )

"Spełniaj swój obowiązek, lecz skutki oddaj Bogu" Sai Baba

a tutaj trochę więcej m. in. o działaniach inspirowanych przez prawdziwą naturę i jak je odróżnić od innych opartych na pragnieniach wynikających z ignorancji i pasji ( czy zawierających ich domieszkę):

 "Wszelką działalność można podzielić na trzy rodzaje. Pierwszy z nich to różne czyny wiodące do różnych konsekwencji, które z kolei prowadzą do następnych czynów - tak powstaje niekończący się cykl. Aktywność taką można porównać do płomienia, który pali się ciągle, czasami nieco przygasa, by po chwili znów świecić intensywniej. Drugi rodzaj działania to dobre uczynki, które zawsze prowadzą do dobrych rezultatów. Do takiej działalności zalicza się właściwe wywiązywanie się z doczesnych obowiązków, wszelkie szlachetne czyny oraz praktyki religijne. Tę działalność można porównać do płomienia, który zawsze wysyła jasne, intensywne światło. Niemniej jednak taka działalność zwykle podejmowana jest z nadzieją na pewne rezultaty, zatem nie jest ona całkowicie bezinteresowna. W Wedach powiedziano, że nawet najszlachetniejsze czyny podejmowane z myślą o ich owocach nie zaprowadzą cię dalej niż do nieba. Nie łudź się, że w niebie osiągniesz nieśmiertelność - to nieprawda. Kiedy "zasoby" uczynionego przez ciebie dobra "wyczerpią się", znów wrócisz na ziemię. Zatem, ten rodzaj aktywności nie wyzwoli cię z cyklu narodzin i śmierci.
Trzeci typ aktywności to działalność inspirowana boską prawdą twej duszy, kiedy to każdy czyn spontanicznie ofiarowujesz Bogu, poniewa ż wiesz, że Bóg jest wszechobecny, że On jest wszystkim. Nie ma tu nawet śladu interesowności. Taka aktywność nie posiada cech płomienia. Można ją porównać do blasku atmy. To jest czyste działanie, wolne od oczekiwania rezultatów - to jest karmajoga. Zauważ, że wszelkie owoce aktywności z czasem ulegają wyczerpaniu. Zatem, jeśli jesteś nimi zainteresowany, będziesz nieustannie podejmował jakąś działalność."
http://www.sathyasai.org.pl/dyskursy.php?tekst=t2.7.67

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-09-07, 20:12:34 »
... i tak jasno wyłożone ter niuanse...

Dżonny, serio? No to się cieszę :)) Ach, ten mój perfekcjonizm ;)
I fajnie, że może Ci to być w jakiś sposób pomocne :)


***
Dodam jeszcze coś o powiązaniach międzyosobniczych ;) w ramach naszej natury, bo chciałam o tym wspomnieć, a wypadło mi to z głowy.
Najlepiej znów na przykładzie, więc dodaję to do tego fragmentu:

Zareagowałam emocjonalnie na wypowiedź Dżonnego i dałam temu upust, bo chciałam. Nie osądzałam, że tak będzie lepiej, albo gorzej, nie myślałam logicznie: Dżonny ma prawo do swojego zdania, co mnie to obchodzi itd. Obchodziło mnie w tym sensie, że pojawiła się emocja, i poczułam potrzebę jej wyrażenia. Wiedziałam, że miło nie będzie, ale byłam w stanie ponieść konsekwencje. Pragnienie wyrażenia oburzenia było większe.
Wyraziłam się i w sumie, choć faktycznie nie było miło, wyszło z tego coś dobrego (tzn. tak przypuszczam :). Dżonny coś tam sobie swojego uświadomił i ja sobie uświadomiłam (choć wcale nie było to związane z tematem dzieci). I w efekcie mi ulżyło. I podejrzewam, że Dżonnemu też ulżyło, a przynajmniej tak to wyglądało. Pojawiła się przyjemność. No i o to chodzi :)

Dżonny "odegrał" swoją rolę dla siebie i dla mnie, a ja "odegrałam" swoją rolę dla siebie i dla niego. Bo tak naprawdę jesteśmy jednością w swojej prawdziwej naturze i dlatego - będąc prawdziwymi - po prostu o siebie dbamy, wspieramy się.
A więc wyszło z tego coś dobrego (przyjemność), bo ja byłam prawdziwa i Dżonny też (tak przypuszczam) w tym, co robiliśmy.

dżonny

  • Gość
[#]   « 2017-09-07, 19:29:13 »
dżonny
Tutaj jest opisana ciut wyższa "szkoła jazdy", co myślę da ci ciut odetchnąć od siebie samego ;)

http://www.przemianaumyslu.pl/uwolnienie-od-samopotepienia/

Dzięki ogarnę to sobie też i wogole chyba warto tą ksiązke / kurs kiedyś ogarnąć

Aczkolwiek rozumiem to na pewnym poziomie, powiedzmy "III oka" , nt dualności

niemniej jednak na teraz dobro i zło to są dla mnie rzeczy, ktore czuję,    a rozroznianie i dostrzeganie tych oczuć pozwala mi pracować w sposob, w ktory aktualnie pracuję