Autor Wątek: Seks  (Przeczytany 53070 razy)

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-09-23, 00:34:57 »
Mi się wydawało, że Niemcy wczesniej z muslimami - turkami jakoś żyli w harmonii w sumie.

Może dlatego?
https://www.facebook.com/notes/islam-zdemaskowany/procentowa-zale%C5%BCno%C5%9B%C4%87-liczby-muzu%C5%82man%C3%B3w-w-kraju-a-ich-zachowanie/742659372557275


W każdym razie jest to zbieżne z moimi obserwacjami.
Mąż w Niemczech ma babcię, która mieszka w dzielnicy, gdzie jest bardzo dużo muzułmanów, kiedyś głównie Turków. Jeździł tam od dziecka na każde wakacje i często w roku szkolnym, kolegował się z Turkami. Ja też tam jeździłam praktycznie w każde wakacje i często w okresach świątecznych i też miałam znajomych Turków.
Babcia bardzo sobie chwaliła kontakt z nimi, głównie przez to, że kobiety były "czyste" (bo ona wychowana w niemieckim porządku na I miejscu stawia właśnie porządek) ;), a tureccy sklepikarze serdeczni i uprzejmi.
Teraz babcia (jak i większość jej znajomych) boi się wyjść na ulicę, czy do sklepu (bo np. w Imbisie obok jakiś islamista zadźgał kogoś nożem). Taka zmiana.
Faktycznie dzielnica jest w opłakanym stanie, śmieci na trawnikach (muzułmanie wyrzucają przez okno, a miasto sprząta. Niemiec gdyby tak zrobił, dostałby grzywnę, a muzułmanin nie dostaje, dlatego takie przypadki coraz bardziej się mnożą).
W centrum miasta nie lepiej, a może nawet gorzej. Np. odchody na ulicy, jedna przecznica od głównej arterii miasta! (okazało się, że islamiści zrobili tam sobie "toaletę"), krzyki na ulicy, trąbiące samochody (Niemiec zazwyczaj nie trąbi), w każdym sklepie bramki i ochroniarze przy wyjściu. Sklepy niemieckie (jakość) w większości zastąpione są turecką tandetą.
W tym roku przyjechałam do Niemiec po kilkuletniej przerwie i przeżyłam szok. Tramwajami nie jeździłam (a kiedyś prawie nie używałam samochodu, bo łatwiej i szybciej było tramwajem), bo w nich prawie sami ciemnoskórzy. A atmosfera taka, że gdy raz zaśmiałam się głośniej na ulicy, to zaraz przyskoczył do mnie jeden i też tak samo się zaśmiał. Było to przerażające. Naprawdę.
Nie miałam czasu spotkać się ze znajomymi Niemcami, więc nie wiem, co dokładnie myślą o tej sytuacji. Choć kiedyś też nie było tak różowo jak widziała to chociażby nasza babcia (ale ona lubiła Turków bardziej na zasadzie - Niemcy ich nie lubią to ja tak ;).
Rdzennym Niemcom zawsze nie podobało się to, że Turcy się tam osiedlają. No ale gadki starszych brałam zawsze z przymrużeniem oka, bo jak wiadomo starsi ludzie nie lubią obcych, a poza tym to Niemcy :P
Ale dokładnie pamiętam, co mówiły o swoich tureckich (i nie tylko) rówieśnikach młode dziewczyny. Ponoć Turcy bardzo chętnie żenili się z Niemkami (tzn. chcieli się żenić), a po ślubie zabraniali im pracować, spotykać się z koleżankami i żądali rodzenia dzieci oraz posłuszeństwa. Traktowali je jak własność. Te dziewczyny mówiły też, że na ulicach, a tym bardziej np. w dyskotekach nie czują się swobodnie (a nawet zwyczajnie się boją), bo zaczepiają je młodzi Murzyni (akurat na nich się skarżyły). I to w niewybredny sposób.
Tak więc już wtedy były zgrzyty. Domyślam się, jak muszą czuć się teraz :/
Zresztą na ulicach Niemcy są mniejszością.

dżonny

  • Gość
[#]   « 2017-09-22, 17:56:56 »
Mi się wydawało, że Niemcy wczesniej z muslimami - turkami jakoś żyli w harmonii w sumie.

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-09-22, 12:05:08 »
Bo jakie jest Twoje codzienne doświadczenie, Felcia? Muzułmanów w RP jest prawie zero, wszystko co wiesz oparte jest o mentalne urojenia, wymysły, uprzedzenia i lęki.

No tak, bo ja w dupie byłam i gówno widziałam.
Szkoda, że nie napiszesz jeszcze "A mnie to Arab zgwałcił, i wcale nie było tak źle, a Ciebie to nawet kijem nie chciał dotknąć".
No przecież ta dyskusja wzięła swój początek od opisu moich osobistych doświadczeń z Mozlemami. Szkoda, że Twoja pamięć jest taka krótka.
Mnie wystarczy, że jeżdżę do niemieckiego kalifatu (od 20 lat prawie regularnie) i tam na co dzień obserwuję zachowanie ciemnoskórych przybyszy.
Zresztą uważam, że wcale nie trzeba wszystkiego spróbować osobiście, żeby wiedzieć co jest grane i jakie to coś ma energie. Wystarczy zwykła (albo też wcale nie tak zwykła, a przynajmniej nie tak powszechna jakbym sobie tego życzyła) świadomość rozróżniająca.

Niestety prawa duchowe są bezwzględne i takie negatywne reakcje będą rodzić więcej negatywnych reakcji. Niestety, z tego powodu lepiej raczej nie będzie i czarno widzę przyszłość Europy, co niespecjalnie mnie raczej cieszy.

A to się już nadaje do wątku o jakże zmiennym tytule "Religie rozwojowców - fałszywe przekonania".
Natomiast zdanie "Z tego powodu..." to zwykłe przerzucanie winy na potencjalną ofiarę. Bo Twoim zdaniem nie będzie lepiej właśnie z tego powodu, że nie chcę dać się ubogacić kulturowo (czyt. rozłożyć nóg przed muzułmaninem).

Na koniec dobra wieść - statystyki mówią, że w 2014 było w Polsce popełnianych 2500 przestępstw dziennie. Na szczęście conajmniej 97% ludności u nas to chrześcijanie, nie ma się zatem czego bać, możesz się czuć bezpieczna :)

A to jest zwykły (aczkolwiek ohydny) zabieg manipulacyjny. Bo nie piszemy tutaj ani o przestępstwach w ogólności, ani o chrześcijanach, a ten wpis sugeruje jakobym była zwolenniczką tej religii (a tak nie jest). Poza tym to zwykłe odwracanie kota ogonem.
Nie dziwi mnie to, bo umysł zmanipulowany będzie starał się manipulować innymi.
Dla mnie jest to przykre, że manipulujesz, drwisz, starasz się mnie zdyskredytować, a nawet obrazić, straszysz, przerzucasz na mnie winę, wywyższasz się, a wszystko to pod pozorem prowadzenia luźnej, niezobowiązującej rozmowy z jakże przyjacielskimi zwrotami i emotikonami.
Dlatego nie zamierzam Ci już więcej odpowiadać rzeczowo (a nie chcę rozmawiać w takim tonie jak robisz to Ty, bo mi się to nie podoba, choć trochę kusi i czasami nawet temu ulegam), polecę za to tekstem jednej z moich ulubionych piosenek":
"Wiesz co mnie boli? Że w głowach się pierdoli. Zakłócony pokój ludziom dobrej woli".
:P

Daniel

  • Gość
[#]   « 2017-09-22, 07:14:34 »
Owe zdroworozsądkowe argumenty to codzienne doświadczenie z wielu lat życia w kraju, gdzie rozmaite religie w pokoju i wzajemnym poszanowaniu funkcjonują obok siebie. W zasięgu rzutu kamieniem mam na codzień muzułmanina, Sikha, Hindusa czy jakiegoś innego wyznaniowca czy bezwyznaniowca. I jest luz, pełen komfort i spokój. Europa może się z takich wzorców jak Nowa Zelandia, Australia czy Singapur uczyć - i ma tej nauki sporo, skoro pozornie wyedukowane osoby mają klapki uprzedzeń na oczach.  Bo jakie jest Twoje codzienne doświadczenie, Felcia? Muzułmanów w RP jest prawie zero, wszystko co wiesz oparte jest o mentalne urojenia, wymysły, uprzedzenia i lęki. Niestety prawa duchowe są bezwzględne i takie negatywne reakcje będą rodzić więcej negatywnych reakcji. Niestety, z tego powodu lepiej raczej nie będzie i czarno widzę przyszłość Europy, co niespecjalnie mnie raczej cieszy.

Na koniec dobra wieść - statystyki mówią, że w 2014 było w Polsce popełnianych 2500 przestępstw dziennie. Na szczęście conajmniej 97% ludności u nas to chrześcijanie, nie ma się zatem czego bać, możesz się czuć bezpieczna :)

Zgadzam się co do jednego, nie ma sensu dalej na ten temat dyskutować. To nie ten wątek, zaś Ontoja odpowiedział mi na to, co chciałem wiedzieć.

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-09-22, 01:42:56 »
Mniej smieszne, ze w niektorych rozwinietych krajach publiczne wyrazenie takiej opinii byloby traktowane jako "hate speech", powaznie.

Tak, masz rację, to nie jest śmieszne, to jest tragiczne, że istnieją kraje "rozwinięte" w manipulowaniu słabymi umysłami i że ludzie tak łatwo ulegają tym manipulacjom.
Natomiast bardzo się cieszę, że nie mieszkam w takim kraju.
Bo gdzie tu mowa nienawiści? Czy chodzi o to, że nie chcę zadawać się z ludźmi, którzy mi nie pasują, którzy mnie dyskryminują z założenia? To moje święte prawo.
Czy może o to, że teksty z koranu uważam za bzdety?
W sumie to teraz widzę, że użyłam niewłaściwego słowa. Bo "bzdety" to za łagodne określenie na to, co można tam przeczytać. Tak naprawdę nie są to więc bzdety, tylko prawdziwa mowa nienawiści. Bo jak inaczej nazwać teksty z koranu nawołujące do zabijania niewiernych, czy o tym, że kobiety są gorsze od mężczyzn i powinny być im podległe i mogą być karane, gdy zasłużą? Toż to drugie to jawna dyskryminacja ze względu na płeć. Jestem opisywana jako ktoś gorszy i nie mogę wyrazić swojego oburzenia, ani nazwać tego bzdetami (albo jeszcze czymś gorszym)? A to niby dlaczego?

Posądzanie kogoś, kto zauważa, że jest to mowa nienawiści właśnie o... nawoływanie do nienawiści jest, nawet nie wiem jak to nazwać, chyba po prostu głupotą, albo nawet celowym szkodzeniem. Jest to typowe postawienie naturalnego porządku na głowie, robienie z ofiar katów, pozbawianie tych potencjalnych ofiar możliwości obrony, paraliżowanie ich.

Ja nikogo nie dyskryminuję za względu na rasę, płeć czy kolor skóry (moja ocena ludzi pod względem możliwości zaszkodzenia mi, dotyczy tylko i wyłącznie wyznawanych przez nich poglądów mogących mi zaszkodzić lub nie). A  moja reakcja wynika z mojego niezbywalnego prawa do obrony siebie.
I tak, gdy widzę Cygana to mocniej ściskam torebkę, a gdy widzę Mozlema, to mocniej ściskam pośladki. To naturalna ludzka reakcja i nie zamierzam się ani tego wstydzić, ani wypierać w imię nawet nie wiem czego, nowoczesności?

Oczywistym jest dla mnie fakt, że nie każdy Cygan to złodziej, ani też nie każdy muzułmanin to gwałciciel, ale nie zamierzam pozbywać się możliwości ochrony siebie tylko z tego powodu, żeby kogoś nie urazić.
Bo zasadniczo dla Cygana to zasługa, że oszukał Gadzię, a dla islamisty, że dał nauczkę niewiernej, np. poprzez gwałt.

Co do Japonczyków - a cóż takiego mogą mi zrobić? Zdjęcie? ;)))
Nota bene - na moim ślubie miałam pół kościoła Japońców, a Chińczyk robił mi wesele. Nie czułam się zagrożona :)

I jeszcze jedno. Musisz koniecznie i obowiazkowo znienawidzic wszystkich Japonczykow i Koreanczykow. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak przedmiotowo traktowane sa kobiety w owych kulturach. Powaznie - w mojej skromnej opinii, zdecydowanie ponizej tego co widzi sie powszechnie w krajach islamskich.

Hahaha, to taki argument w stylu: "Skoro nie lubisz Niemców za to, że w tak bezwzględny sposób popełniali zbrodnie ludobójstwa (w czasie II wojny św.), to musisz koniecznie i obowiązkowo znienawidzić wszystkich Japończyków, bo oni popełniali takie zbrodnie z prawdopodobnie jeszcze większą bezwzględnością".
Nie trafiony :P  Właśnie dlatego, że wymieniłeś Japońców.
Też ich nie lubię (jako narodu), ale nie dlatego że mają skośne oczy, czy nawet ze względu na ich bezwzględność w popełnianiu zbrodni ludobójstwa (to tylko skutek tego, o czym za chwilę napiszę). Nie lubię ich ze względu na wyznawane wartości (m.in. dobro ogółu ponad dobrem jednostki, czy obowiązek ponad wszystko) i wychowywanie w duchu tych wartości, które to rzeczy skutkują właśnie przedmiotowym traktowaniem kobiet w tej kulturze.
O Korei się nie wypowiadam, bo nie mam żadnych danych na ten temat, ale podejrzewam, że gdybym się im przyjrzała, to też by mi się nie spodobali (skoro mówisz, że u nich jest to samo).
Tyle że mnie to nie rusza, w sensie że się tym nie emocjonuję. A to dlatego, że Japońce nie wbijają do Europy na chama, a gdy już przyjeżdżają, to kulturalnie robią focie i tyle. Nie czuję więc zagrożenia z ich strony.
A co oni tam sobie wyprawiają na wyspach to ich sprawa. Dopóki nie wchodzą ze mną w interakcję, nic mi do tego.

Co do kotkow... haha... wiesz, ze gdzies widzialem statystyki, w Tajlandii 5% zenskiej populacji to prostytutki? Jak to wpisuje sie w europejskie badania? ;)

Nie mam pojęcia o co Ci chodzi, Daniel. Ale wiesz co? Nie będę dopytywać, bo nie mam ochoty i trochę szkoda mi czasu na rozmowę na ten temat z osobą, która - w moim odczuciu - daje sobą manipulować i jest zamknięta na wszelkie zdroworozsądkowe argumenty.
« Ostatnia zmiana: 2017-09-22, 01:53:50 wysłana przez Facilite »

Daniel

  • Gość
[#]   « 2017-09-21, 07:17:15 »
Dla mnie islam jest nie do zaakceptowania, dlatego też (generalnie!) z człowiekiem wychowanym w tej kulturze/religii i akceptującym te wartości nie będę chciała mieć nic wspólnego. Po prostu ograniczenia umysłu wierzącego w takie bzdety, jakie są opisane w koranie mnie odrzucają.

[...]

Zdecydowanie wole otwarte umysły i energię wzajemnego zrozumienia :)

Kobieta zmienna jest, ale nie sadzilem ze tak szybko i w jednym poscie niemalze hehe.
Wlasnie dlatego lubie ograniczenia - sa czesto po prostu zabawne :)
Mniej smieszne, ze w niektorych rozwinietych krajach publiczne wyrazenie takiej opinii byloby traktowane jako "hate speech", powaznie.

Co do kotkow... haha... wiesz, ze gdzies widzialem statystyki, w Tajlandii 5% zenskiej populacji to prostytutki? Jak to wpisuje sie w europejskie badania? ;)

I jeszcze jedno. Musisz koniecznie i obowiazkowo znienawidzic wszystkich Japonczykow i Koreanczykow. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak przedmiotowo traktowane sa kobiety w owych kulturach. Powaznie - w mojej skromnej opinii, zdecydowanie ponizej tego co widzi sie powszechnie w krajach islamskich.

Daniel

  • Gość
[#]   « 2017-09-21, 07:11:37 »
Nikt na to jeszcze nie zwrócił uwagi ale jak było tych partnerów np.30 to ja jestem 31 więc może być za chwilę 32-gi.
Unikniecie u partnera takich mysli moze tez byc wazna przyczyną do ukrywania tego faktu.

Ciekawe - kolejna odmiana strachu. Dzieki, sam bym nie wymyslil...i tak sobie zdalem sprawe, ze w nieco innym wariancie i aspekcie, tlumaczyloby akurat zachowanie tej dziewczyny o ktora poczatkowo pytalem. Dzieki raz jeszcze, Ontoja ;)


dżonny

  • Gość
[#]   « 2017-09-21, 00:20:28 »
że też daje się tak sprowokowac do tracenia czasu i energii na tematy ktore sa dla mnie i wiekszosci ludzi oczywiste ;P

czasem pytanie to nie chęc zrozumienia tylko prowokacja i czuje ze tym razem tez tak bylo , dlatego jestem zly ze temu uleglem
« Ostatnia zmiana: 2017-09-21, 00:25:37 wysłana przez dżonny »

dżonny

  • Gość
[#]   « 2017-09-21, 00:09:38 »
natomiast wydaje mi się glupie i niedojrzałe zaczynanie znajomosci od patrzenia przez pryzmat tych przeszlych doświadczen i nadmierna ciekawosc na poczatku, w celu sklasyfikowania i zaszufladkowania czlowieka... ale pozniej, ze pewne rzeczy mialyby nie wyjsc na światlo dzienne - dziwne, albo tak jak napisalem cyniczne (ktos nie dotyka tematu bo sam ma cos do ukrycia, co wie, że by się nie spodobalo drugiej osobie, albo zwiazek w obliczu faktow bylby w rzeczywistosci niezgodny z jej wolą, więc ukrywa / zwodzi)

i to wszystko abstrahujac od kwestii chorob wenerycznych ;P
« Ostatnia zmiana: 2017-09-21, 00:15:14 wysłana przez dżonny »

dżonny

  • Gość
[#]   « 2017-09-20, 23:59:24 »
Ile dokladnie ktos mial partnerow chyba nie ma takiego znaczenia (chyba, że dla matematycznych, ścislych umyslow, ktore widza wszystko w liczbach;) ale jak obecny nie wie czy bylo ich 4 czy więcej niz 20 i żyje z czlowiekiem iles tam miesięcy lub lat to chyba faktycznie ma jakieś obszary dla siebie, pytanie po co je ukrywac i co to jest za bliskosc i jak trzeba udawać i omijac pewne rzeczy by przez caly ten czas nie natrafic na te kwestie i nawet jak bylo to 30 to kazde takie zdarzenie jest w jakis sposob ważnym , chyba trzeba kompletnie nie interesowac się drugą osobą i jej przeżyciami by nic nie wiedziec o jej przeszlosci. Tak to przynajmniej wyglada z normalnego, ludzkiego punktu widzenia.... taki brak zainteresowania drugą osobą by nic nie wiedziec o jej przeszlosci to wystepuje z moich obserwacji w bardzo cynicznych i bardzo interesownych relacjach gdzie nie ma zadnej bliskosci
« Ostatnia zmiana: 2017-09-21, 00:01:37 wysłana przez dżonny »

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-09-20, 22:52:54 »
Ja miałam kiedyś sytuację niejako odwrotną. Chodziłam z chłopakiem (moja pierwsza wielka miłość), który był prawiczkiem i miał niską samoocenę. Nie chciał mi uwierzyć, że jestem dziewicą (miał podstawy, bo faktycznie znałam przed nim dość sporo facetów, jednak nie uprawiałam z nimi seksu), stale obawiał się, że będę go porównywać z innymi, powtarzał, że ja mam takie doświadczenie, a on nic nie potrafi. Już mi się znudziło zapewnianie go, że ja też nie jestem zbyt oblatana w tych sprawach (bo ileż można?) i zasugerowałam mu, że to co o mnie myśli jest prawdą (nie powiedziałam wprost, tylko tak: "A gdybym miała przed Tobą całą masę facetów, to coś by to zmieniło między nami?"). No i mu ulżyło :)
Zapewniliśmy się o wzajemnej miłości pomimo wszystko (on, pomimo mojego "puszczalstwa", a ja pomimo jego niedoświadczenia) i od tej pory nie było zgrzytów na tym tle ;)
Taka puenta - jak widać, nie każdy potrafi przyjąć prawdę (taką czy inną) na klatę ;)
« Ostatnia zmiana: 2017-09-20, 22:56:16 wysłana przez Facilite »

ontoja

  • Wiadomości: 1 176
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-09-20, 14:27:01 »
Nikt na to jeszcze nie zwrócił uwagi ale jak było tych partnerów np.30 to ja jestem 31 więc może być za chwilę 32-gi.
Unikniecie u partnera takich mysli moze tez byc wazna przyczyną do ukrywania tego faktu.

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-09-20, 12:17:49 »
Mi by nie przyszło do głowy, że to jest jakiś ciekawy element partnera ile miał partnerek, czy coś istotnego z mojej przeszłości, gdy teraz On jest dla mnie, a ja dla Niego w tej roli w życiu.

Sylvia, a mnie, szczerze mówiąc, to Twoje pytanie ("po co?") wydało się bardzo dziwne :P

No i tutaj fajnie odpowiedziałaś, skąd te nasze diametralnie różne reakcje na tę samą kwestię:

Widać ludzie lubią poznawać różne aspekty drugiej i osoby w różny sposób budują bliskość.

:)

Teraz mnie zastanawia dlaczego ilość jest ciekawa, co to daje, że się zna akurat tę informację?

Celowo pomijam sytuacje, w których pewne osoby emocjonują się ilością byłych partnerów seksualnych, bo mówię tu tylko i wyłącznie o sobie, a mnie takie rzeczy nie ruszają i nie dlatego pytam.
Ja uważam, że każda informacja niesie ze sobą potencjał do jeszcze lepszego zrozumienia siebie i drugiego człowieka i to dlatego chcę dowiedzieć się wszystkiego o sobie i o nim. Oczywiście bez przymusu i naciskania, na zasadzie nie tylko zwyczajnej ludzkiej ciekawości, ale przede wszystkim po to, żeby być ze sobą jeszcze bliżej.

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-09-20, 12:04:38 »
Daniel, nie wiem, jak jest w poszczególnych krajach islamskich, ale doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że w każdym jest inaczej. Ja celowo, na potrzeby dyskusji, a także na moje wewnętrzne potrzeby wyrażenia oburzenia (nie wnikam tutaj czym, bo to nieistotne na teraz) :P, uogólniam. Aczkolwiek umiem dodać dwa do dwóch i nie jest mi potrzebna podróż do krajów islamskich (każdego z osobna), żebym widziała, co jest grane.

Dla mnie islam jest nie do zaakceptowania, dlatego też (generalnie!) z człowiekiem wychowanym w tej kulturze/religii i akceptującym te wartości nie będę chciała mieć nic wspólnego. Po prostu ograniczenia umysłu wierzącego w takie bzdety, jakie są opisane w koranie mnie odrzucają. I owszem, wyzwalają strach (ale to że zauważam, że on jest nie znaczy, że mną rządzi, czy wpływa na mój ogólny ogląd sytuacji), ale uważam, że jest on elementem zdrowego instynktu samozachowawczego, którego wg mnie niestety niektórym "nowoczesnym" i "tolerancyjnym" osobom zwyczajnie brakuje.

A propos Twoich islamskich znajomych - my (ja i mąż) też mieliśmy znajomych (b. dobrych) Turków, małżeństwo, z którymi można było czuć się tak, jak z Europejczykami. Tylko znowu - co z tego wynika?
Tak mi się nasunęło, bo ten Turek pił hektolitry kawy - facet nie mógł zasnąć, gdy nie wypił odpowiedniej ilości tego czarnego płynu. Tylko że np. do mnie (i do większości ludzi) ma się to nijak, bo gdy wypiję kawę wieczorem, to nie mogę spać.

GENERALNIE z osobami, które wierzą w bzdety zawarte w koranie nie chcę mieć nic wspólnego (co nie znaczy, że w jakimś konkretnym przypadku nie zechcę wejść w nieco głębszą relację z islamistą. Kwestia tego, co dla mnie istotne, no i tego, co istotne dla tej drugiej osoby i w jaki sposób to wyraża), bo po prostu nie chcę mieć przyjaciół, znajomych, sąsiadów, którzy np. uważają mnie za kogoś gorszego jako kobietę (choć oczywiście nie tylko o to chodzi).
I ta ogólna zasada dotyczy nie tylko islamistów, ale wszystkich ludzi. Islamistę po prostu "odrzucam" z założenia, bo z góry wiem, co o mnie myśli i jaki mam do mnie stosunek.
[Na tej samej zasadzie np. nigdy nie zagłosuję na Korwina, choć mamy wiele zbieżnych poglądów.]
Zasadniczo wszystkie religie generują ograniczające przekonania, z którymi mi nie po drodze, jednak islam bije wszystkie mi znane na głowę. I tak jak jestem w stanie zaakceptować znajomość z aktywnym chrześcijaninem (np. mam dobrą znajomą Świadka Jechowy, a taki beton jak rzadko, no ale my o tych sprawach po prostu nie rozmawiamy), tak nie wyobrażam sobie na ten sam poziom bliskości wejść z wyznawcą islamu.

A propos Twoich rozważań w temacie tego, co lubią i jakie mają potrzeby muzułmanki:
Wiesz, że gdy małe kotki (albo inne zwierzątka, ale piszę o kotkach, bo eksperyment dotyczył właśnie ich) wychować w pokoju pomalowanym tylko i wyłącznie w pionowe pasy to nie będą one widziały poziomych i w związku z tym np. nie będą umiały schodzić po schodach?
To tak do przemyślenia w kontekście tych Twoich rozważań.
Przypomina mi to sytuację, gdy ktoś mówi, że prostytutki sprzedają swoje ciało, bo lubią seks i lubią być traktowane jak szmaty. Na pierwszy rzut oka i nawet faktycznie na powierzchownym poziomie tak, ale tak może powiedzieć tylko osoba nieznająca podłoża psychologicznego takiego zachowania. Bo takim zachowaniem zawsze rządzą przymusy wewnętrzne (wykształcone w procesie wychowania) i nie ma to nic wspólnego ze zdrowymi chęciami.

Fajna historia z tym motylkiem :)
Tylko że ja przecież nie neguję tego, że różnice kulturowe mogą być piękne. Wszystko jednak zależy od kultury (i od konkretnej różnicy). Zasadniczo z kanibalem mogłoby już nie być Ci tak przyjemnie ;P

Mógłbym długo pisać o rozmaitych rzeczach, ale jakoś nie mam misji nawracania.

No i dobrze. Mniej pary pójdzie w gwizdek :P
Tutaj już były dyskusje tego typu, nie wiem, czy odnotowałeś (ja tak ;). Podobne do Twoich argumenty wysuwał wtedy Leszek, wielki obrońca i miłośnik islamu ;)

W ogóle chyba wolę bserwować ludzkie ograniczenia, fajna sprawa :)

Ja tam nie lubię ludzkich ograniczeń, co w tym fajnego? Dla mnie nic. Zdecydowanie wole otwarte umysły i energię wzajemnego zrozumienia :)

Sylvia

  • Wiadomości: 1 792
  • Płeć: Kobieta
    • www.sylwiawolf.com
  • Sylwia Wolf - terapeuta, trener EFT, Instruktor Theta Healing, Regreser, Matryca Energetyczna, Bars, więcej www.sylwiawolf.com Artykuły: http://www.ezosfera.pl/sylwiawolf/artykuly
  • Status: Ekspert
[#]   « 2017-09-20, 09:18:06 »
Felicite, Daniel
O to ciekawe, że o to chodzi. Mi by nie przyszło do głowy, że to jest jakiś ciekawy element partnera ile miał partnerek, czy coś istotnego z mojej przeszłości, gdy teraz On jest dla mnie, a ja dla Niego w tej roli w życiu. Raczej by mnie zainteresowała jakość poprzednich, tych ważniejszych związkach. Ważniejszych w istotnych dla niego i dla mnie obszarach. Wszystkiego też nie mam potrzeby wiedzieć, raczej to co ważne dla związku. Niech ktoś ma swoje obszary dla siebie - ja mam zaufanie do osoby godnej zaufania, a z inną bym już nie mogła być. Widać ludzie lubią poznawać różne aspekty drugiej i osoby w różny sposób budują bliskość.
Teraz mnie zastanawia dlaczego ilość jest ciekawa, co to daje, że się zna akurat tę informację? Czy ta wiedza zaspokaja jakąś emocję, uczucie? Czy tylko wiedzenie wszystkiego o partnerze i tyle?
Wiem jak ta informacja "ile" działa na poziomie pierwotnych instynktów, emocji i tego co było napisane wcześniej, jednak czy chodzi o coś jeszcze na tym pułapie, o którym piszecie.
« Ostatnia zmiana: 2017-09-20, 09:20:33 wysłana przez Sylvia »